czwartek, 5 maja 2016

Fitness wyzwanie

Uwielbiam świat wiosną. Przyrodę budzącą się do życia. To, że dzień jest dłuższy. Słońce. Kwiaty. Lekkie ubrania. Większy wybór warzyw i owoców w sklepach. Nigdy nie czuję takiego przypływu energii jak właśnie wiosną. W tym roku postanowiłam wprowadzić wiosenne porządki na wyższy level i zabrać się na siebie, za swoje ciało. Z dumą mogę powiedzieć, że pierwsze kroki w tym kierunku już za mną! Na początku kwietnia dołączyłam na Facebooku do wydarzenia ,,30 dni z Mel B". Wyzwanie polegało na wykonywaniu przez 30 dni sześć razy w tygodniu rozpisanego zestawu ćwiczeń. Nigdy wcześniej nie miałam planu treningowego, nie ćwiczyłam też z Mel B i nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po jej filmach. Bałam się, że ćwiczenia będą dla mnie zbyt trudne lub wręcz niemożliwe do wykonania. Poza tym mieszkam w kawalerce na 4 piętrze, tak więc ćwiczenia z wyskokami i zamaszystymi ruchami odpadają w przedbiegach. Mel B na szczęście okazała się dla mnie idealna. Skłamię, jeśli napiszę, że było mi łatwo i cały plan zrealizowałam w 100%.  Trzeciego dnia z powodu zakwasów musiałam zrobić sobie dzień przerwy. Z wykonaniem niektórych ćwiczeń do dzisiaj mam jeszcze problem. Mimo to, jestem z siebie bardzo zadowolona, a widząc efekty- mam ochotę na więcej. Do wyzwania z Mel B podeszłam na luzie, nie zmierzyłam się, początkowo nie zmieniłam nic w swojej diecie. Nie nastawiłam się na wielką metamorfozę i konkretne efekty, być może dlatego tak bardzo cieszy mnie to, jak zmieniło się przez 30 dni moje ciało. Wzmocnione mięśnie i bardziej jędrna skóra to nie jedyne bonusy regularnych ćwiczeń. To, co jeszcze się zmieniło to większa pewność siebie i lepsze samopoczucie. O niebo lepsze!  Dzisiaj podejmuję nowe wyzwanie - 30 Day Shred z Jilian Michaels. Na kilku blogach natknęłam się na zachęcające recenzje tego programu. Tym razem udokumentuję swoje postępy, zmierzę się, zrobię kilka zdjęć. Trzymajcie kciuki :-)

niedziela, 11 października 2015

Szydełko: Granny Square Blanket

Ten projekt zaczęłam spontanicznie rok temu. Po zrobieniu kilku kółek dość szybko skończyła mi się włóczka. Zamówiłam kolejną w dość losowych kolorach, ale niedługo potem wyjechałam na miesięczne wakacje i realizacja tego projektu stoi w miejscu właściwie do dzisiaj. Obiecałam sobie, że dopóki nie zużyję włóczki którą posiadam, nie dokupię nowej. Prędzej czy później muszę więc dokończyć ten projekt, chociaż coraz bardziej skłaniam się w stronę poszewki na poduszkę niż koca.


I started this project spontaneously about a year ago. Shortly after making few circles I ran out of yarn. I ordered some more in random colors but few days later I went for a month time vacation and left my project undone. I promised myself that I won't buy any more yarn until I use the one that I own. Sooner or later I will finish it, but the more I think about it the more likely it is that I'll make a pillow cushion instead of a blanket.


poniedziałek, 5 października 2015

Szydełko: South Bay


Ci z Was którzy szydełkują i mają konto na Ravelry prawdopodobnie spotkali się już z wzorem South Bay Shawlette. Do gustu przypadła mi szczególnie wersja zrobiona bardzo cienką, delikatną nitką. Zrobiłam już trzy szale korzystając z tego wzoru, a ten który pokazuję dzisiaj wydziergałam dla mamy. Trochę to trwało, ponieważ miałam na głowie egzaminy, przeprowadzkę i inne rzeczy, ale oto on :) W samą porę na chłodne jesienne poranki i wieczory.


Those of you who crochet and own a Ravelry account have probably seen the South Bay Shawlette pattern. I fell in love with the lacy version of it, made of thin, delicate yarn. This is my third SBS, but it's also the most special - I made it for my dear mother. It took me a while to finish it as I was busy with exams, then with so many other stuff, but here it is! Just in time for autumnal chilly mornings and evenings.



Włóczka: Drops Lace (70% baby alpaca, 30% silk)
Kolor: Royal Blue (6790)
Szydło: 3,5mm (USA: 4/R, UK: 9)

niedziela, 4 października 2015

Sunny day

Ten weekend był ciepły i słoneczny. Razem z mamą wybrałam się na spacer z naszymi psami. Udało nam się znaleźć bez, dziką różę i jarzębinę w lesie. Mama zerwała je na przetwory, a ja w tym czasie robiłam zdjęcia. Uwielbiam się bawić manualnymi obiektywami, chociaż muszę się w przyszłości zaopatrzyć w automat :)

This weekend was warm and sunny. Me and my mum went for a walk with our dogs. We found elder, briar and rowan in the forest. We picked it to make some preserves for winter. Well, to be onest my mother was the one who picked it, I was taking pictures. Manual lenses are so fun to play with, but I have to buy AF lens someday. 





niedziela, 27 września 2015

Forest tales








Jesień przyszła niecały tydzień temu a ja już tęsknię za latem. Pojutrze zaczynam swoją pierwszą prawdziwą pracę i trochę się tym stresuję. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. 

Autumn came less than a week ago but I miss Summer already. The day after tomorrow I start my first real job and I'm pretty nervous about it. I hope everything will be alright.